Kolęda za pasem

Wizycie duszpasterskiej w naszym domu często towarzyszą emocje. I choć są one zróżnicowane: od fascynacji i przyjemności – po strach, lub niechęć zaproszenia księdza do swojego domu, to jednak prawie zawsze istnieją. Kolęda, czyli odwiedzanie wiernych przez duszpasterzy parafialnych ma miejsce po Świętach Bożego Narodzenia i trwa kilka, lub kilkanaście dni w zależności od liczebności wiernych w parafii, lecz nie dłużej niż do 2 lutego, a więc do Święta Matki Bożej Gromnicznej.

W nieco odleglejszych czasach kolęda była bardziej uroczysta niż to bywa obecnie, ponieważ wizyta księdza gromadziła w domu całą rodzinę. Długo przygotowywano się do tej wizyty poprzez szczegółowe sprzątanie i przystrajanie pomieszczenia. Euforia panująca wśród najmłodszych członków rodziny sięgała zenitu, kiedy to bacznie pilnowały, jak daleko od ich domostwa jest ksiądz po kolędzie. Starsi przygotowywali się nie tylko do wspólnej modlitwy, ale również do rozmowy z niecodziennym gościem.
W czasach współczesnych w większości przypadków jest mniej uroczyście, gdyż trudno zebrać wszystkich członków rodziny zobligowanych pracą na etacie często o różnych porach dnia i odległych miejscach.

Tematy i sprawy poruszane rodzą się samoistnie bez przygotowania i zazwyczaj mają charakter ogólnikowy, gdyż duszpasterz to też człowiek mający swoje zobowiązania, a w perspektywie jeszcze wiele domów do odwiedzenia po kolędzie.

Jedni wierni z przyjemnością oczekują księdza po kolędzie i zazwyczaj są to ci wierni, którzy nie mają niczego do ukrycia, są otwarci na innych, a tym samym kontaktowi. I choć jak wszyscy borykają się z różnymi problemami i kłopotami, to jednak podchodzą do życia i wiary ufnie, pozostawiając zawsze ostatnie słowo Panu Bogu.
Inni zaś ludzie mimo przynależności do Kościoła najchętniej nie zapraszali by księdza po kolędzie. W końcu to robią, bo tak wypada, lub boją się co sąsiedzi powiedzą, itd.

Dzieje się tak:
– w przypadku słabej wiary
– złych warunków ekonomicznych
– niestandardowej sytuacji rodzinnej (np. związek bez ślubu kościelnego, alkoholizm, narkomania, niechlubna przeszłość, niska praktyka religijna, a nawet inna orientacja seksualna), itd.
Niektórzy ludzie boją się kontaktu z księdzem, który mógłby zadawać niewygodne dla nich pytania i oczekiwać szczerych odpowiedzi, których oni nie chcieliby, nie potrafią, lub czasem nie mogą udzielić.
Trzecią grupą są ludzie obojętni na obecność księdza po kolędzie. Podchodzący do kolędy w ten sposób: przyjdzie to będzie. Zazwyczaj są to osoby mniej praktykujące, choć deklarujące się jako wierzące. Ich obojętność religijna sprawia, że są jak gdyby neutralni, nijacy – ani ciepli, ani zimni.